eltrakon - komputery, serwis, oprogramowanie
: Auto Komis : Monitory NEC : Fotografia Wydruki : Survival & Bushcraft Sklep :

Moje nowe 9,5 metra kwadratowego

bez związku

Moje nowe 9,5 metra kwadratowego

Postprzez Franz » sobota, 7 czerwca 2014, 11:15

Za namowa otwieram watek dotyczacy naszej podrozy. Pro forma:
- uczestnicy: Gosia, nasz syn Tomek (obecnie rok i 3 miesiace), Frank;
- czym: 7,5 tony szczescia czyli dom na kolach; Mercedes Unimog u1300 z 1986 r.;
- kiedy: wyjazd w grudniu 2014 r. (o ile się nic nie popieprzy, a znajac zycie tak bedzie, więc moze pozniej troche);
- na jak dlugo: 3,5 roku w porywach do 4 lat;
- dokad: dookoła swiata - Europa, Pln. Afryka, Ameryka Pln., Ameryka Pld., Australia, Azja, w sumie ok. 45 panstw;
- po co: z checi odkladania doroslosci tak dlugo, jak to mozliwe; z braku lepszych pomyslow na zycie; bo tak; bo możemy; z checi spedzenia dziecinstwa Tomka we trojke bez zbednych rozpraszaczy; bo zawsze było to moim marzeniem; bo lubimy podrozowac; bo chcemy Tomkowi pokazywac slonie na zywo a nie na obrazkach.

Tu będę wrzucal relacje z przygotowan do wyjazdu. Z samego wyjazdu już pewnie nie - z internetem moze byc po drodze roznie, a poza tym nie chcemy prowadzic typowego dziennika z podrozy w stylu 'w tym i tym dniu bylismy tu i tu, zobaczylismy to i to'. Bloga albo strony poswieconej stricte wyjazdowi również nie bedzie. Jest moj blog, na ktory staram się codziennie wrzucac jakies zdjecie i będę go prowadzil w trakcie wyjazdu, więc bedzie mozna tam zagladac. Bedzie tez druga strona, Gosi, poswiecona kulinariom i gotowaniu w roznych czesciach swiata, a więc przepisy, opisy kuchni poszczegolnych regionow, fotorelacje z bazarow ze zdjeciami w stylu tych publikowanych w Travelerze (bo mam wrazenie, ze taki styl się najbardziej ogolowi podoba).

Gosi strony jeszcze nie ma, moja jest na koncowym etapie powstawania.

Niedlugo wrzuce tutaj pierwszy wpis pt. 'Kupowanie Unimoga - saga w wielu aktach', bo kupić wojskowa ciezarowke wcale nie jest tak latwo, jak by się zdawalo.
Franz
Avatar użytkownika
 
Posty: 5100
Dołączył(a): sobota, 3 sierpnia 2013, 11:44

Re: Moje nowe 9,5 metra kwadratowego

Postprzez JackDaniels » sobota, 7 czerwca 2014, 11:49

No. W końcu. :D

A jak będziesz się prowadzić? Nawigacja zliczeniowa, kompas, gwiazdy, sekstans, mapa papierowa...

Bo jak już będziesz na terenach ZSRR, to kieruj się stopami, Niemiec Ci drogę wskaże...

Obrazek
Żeby uniknąć pochopnych decyzji, naumyślnie nie rozumuję logicznie...
JackDaniels
Ark’eologis

Avatar użytkownika
 
Posty: 923
Dołączył(a): niedziela, 4 sierpnia 2013, 00:50
Lokalizacja: Hotel Barrizona
Tytul konta (opis): Ark’eologis

Re: Moje nowe 9,5 metra kwadratowego

Postprzez Franz » sobota, 7 czerwca 2014, 12:59

Nawigacja satelitarna + mapy papierowe (jak się da, to wojskowe, sa bardzo dokladne i w malej skali).
Franz
Avatar użytkownika
 
Posty: 5100
Dołączył(a): sobota, 3 sierpnia 2013, 11:44

Re: Moje nowe 9,5 metra kwadratowego

Postprzez wpkx » sobota, 7 czerwca 2014, 14:16

Unimog Unimog
Oh Uni Uni Uni
Unimog Unimog
Oh Uni Uni Uni
Unimog Unimog
Oh Uni Uni Uni
Unimog *MOG*
(2x)

wpkx
 

Re: Moje nowe 9,5 metra kwadratowego

Postprzez Hyde » niedziela, 8 czerwca 2014, 16:00

Franek_ napisał(a):z checi spedzenia dziecinstwa Tomka we trojke bez zbednych rozpraszaczy; bo zawsze było to moim marzeniem; bo lubimy podrozowac; bo chcemy Tomkowi pokazywac slonie na zywo a nie na obrazkach.


Wydaje mi się, że syn w tym wieku niewiele z wycieczki zapamięta. Bardziej więc to dla was będzie to spędzanie dzieciństwa niż dla niego. Podziwiam, bo sama nie zdecydowałabym się na takie ryzyko dla dziecka. Chociaż samej podróży zazdroszczę. Szczególnie przez Amerykę Południową, którą kocham.
A słonia można na żywo zobaczyć w ZOO. Nie trzeba na obrazkach.
Bardziej od robienia kiepskich zdjęć zajmuje mnie oglądanie dobrych fotografii.
Hyde
 
Posty: 10
Dołączył(a): poniedziałek, 19 maja 2014, 12:40

Re: Moje nowe 9,5 metra kwadratowego

Postprzez Franz » niedziela, 8 czerwca 2014, 17:02

Swoje zapamieta. To nie jest tak, ze do piatego roku zycia nie ma się zadnych wspomnien. Do tego, do mniej wiecej tego wieku mozg ma przyswajalnosc wiedzy i nowych doswiadczen na poziomie ok. 80%. Potem spada to drastycznie, do 20 - 30%. To wazny okres i fajnie miec nad tym kontrole - zadnych nian czy opiekunek. Poza tym, uczy się dziecka otwartosci, pokazuje roznorodnosc swiata.

Mysle, ze wychowujac dziecko w ten sposob, mimo mlodego wieku, mozna mu sporo wartosciowych rzeczy przekazac.

I cytat:

Co pamięta maluch?

Bardzo często słyszy się: po co ciągnąć takie małe dziecko ze sobą, umęczysz się, a przecież on nic z tego nie zapamięta! Problem takiego myślenia tkwi w naszym postrzeganiu świata, które nijak się ma do punktu widzenia dziecka. Przede wszystkim - czy naprawdę żyjemy po to by pamiętać? Zróbmy sobie rachunek sumienia. Co pamiętamy z poprzednich wakacji, sprzed dwóch lat, z wypraw na studiach? Niewiele. Mamy protezy w postaci zdjęć, filmów, notatek, ale nasza pamięć przechowuje jakieś pojedyncze obrazy czy historie, raczej wrażenie że było pięknie i byliśmy szczęśliwi, niż cały opis tego co się zdarzyło. Oczywiście te zdarzenia,  to co przeżyliśmy  podczas podróży,  spotkania z ludźmi - to wszystko wpłynęło na nas, budując część naszej osobowości. I być może to samo dają podróże naszym dzieciom?

Dla malucha jeden dzień to jak dla nas tydzień.   Tyle się przecież dzieje:  i kałuże do zbadania, i gąsienica na drodze, i patyczek do rzucenia.
Mam wrażenie, że dziecko wypuszczone na dwór nie jest w stanie się nudzić. Żyje w każdej minucie pełnią życia (no może z wyjątkiem chwil, gdy bardzo chce mu się spać i nijak zasnąć nie umie, albo za wcześnie się obudzi). Podczas gdy my usiłujemy uwiecznić każdą chwilę poprzez zdjęcia czy filmy, ono istnieje tu i teraz. Ono właśnie teraz chce byśmy mu poświęcili swój czas, byśmy razem z nim odkrywali świat. Myślę zatem, że nie ma dla niego większego znaczenia, że nie będzie pamiętać wyprawy w naszym rozumieniu. Będzie szczęśliwe mając rodziców na własność, chlapiąc się w wodzie i budując zamki z piasku. Głaszcząc wielbłąda i bawiąc się z rówieśnikami o innym kolorze skóry. Odkrywając, iż świat jest znacznie większy (i ciekawszy!) niż pokój z zabawkami.

Bardzo lubię opowieść Majki i Patryka o powrocie z dwumiesięcznej wyprawy samochodem z Belgii do Timbuktu. Ich dwuletnie bliźniaki weszły do swojego pokoju i wśród wielu wspaniałych edukacyjnych zabawek było im nudno! Gdy kilka dni później poszli na spacer do parku (chłopaki obowiązkowo ze swoimi samochodami, które towarzyszyły im w wyprawie) na widok piaskownicy pognali do niej pędem, zasypali koła aut piaskiem i radośnie wołając "brum, brum" udawali, że jadą przez pustynię. Ich świat już jest dużo większy niż piaskownica...

Michałek (ponad 2 latka) z naszej azjatyckiej podróży przywiózł spory zapas słów. Pewnego razu usłyszałam jak do Stasia (9 miesięcy) mówi: "Siasu, miś Pompeń!" Pompeń to Phnom Penh. Zapytałam go co to jest Phnom Penh. Popatrzył na mnie jakby to było oczywiste i odpowiedział: "Bankok". "A co to Bankok" - drążyłam dalej. "Pompeń" - odparł bez namysłu, nieco zdumiony, że mama niby taka mądra, a tak prostej rzeczy nie wie. W jego słowniku oznacza to coś wspaniałego, super, świetnego. Zatem i miś i kolejka i pyszny deser - to wszystko jest Pompeń. Może właśnie w ten sposób pokazuje, że czas wyprawy kojarzy mu się jako bardzo pozytywne doświadczenie?



Tam tak niebezpiecznie!

To pierwsze słowa jakie zwykle padają jako argument przeciwko wyjazdom z dzieckiem. Zło czyha zewsząd: malaria, giardia, lambria, żółta febra, pająki, węże, bakterie, zarazki - no po prostu strach się bać! A czy zastanawialiście się kiedyś w jak bardzo niebezpiecznym kraju przyszło nam żyć? W opinii wielu rodziców z Zachodu przyjechać tu z dzieckiem to prawie samobójstwo! W lasach czają się kleszcze, w Bałtyku pławią sinice, a dzieci w piaskownicy mogą być nosicielami wirusa Rota. Do tego woda z kranu to bakteriologiczna bomba! I co? Jakoś tutaj żyjemy, dzieci nam rosną mniej lub bardziej zdrowo, w lesie zbieramy szyszki, a w piaskownicy pilnujemy by nasza pociecha nie sypała piaskiem na innych. Rzeczy znane nie budzą lęku, choć gdy wyjmowaliśmy kleszcza z głowy Michasia (pamiątka znad Biebrzy) przez kilka dni z niepokojem patrzyliśmy co się dalej stanie. Na szczęście nie stało się nic.

Oczywiście jadąc na wyprawę trzeba się do niej przygotować zdrowotnie, przyjąć zalecane szczepienia i zabrać większą apteczkę. Ale zakładając, że nie jedziemy w tropiki w porze monsunu, wyjazd do wielu krajów nie jest aż tak niebezpieczny jak to się wszystkim wydaje. Przed naszą pierwszą egzotyczną podróżą miotana wątpliwościami rozmawiałam z wieloma osobami. "Nic nie będą pamiętać, zachorują, umęczycie się" - przestrzegali ci co dzieci mają, ale nie podróżują. "Niebezpiecznie, niezdrowo, niedobry pomysł" - mówili ci, co podróżują, ale dzieci nie mają. "Będzie genialnie, czasem ciężko, ale na pewno warto" - mówili ci, którzy taką przygodę mieli za sobą. I faktycznie, było nam tak dobrze, że pierwszą rzeczą po powrocie było wertowanie przewodników gdzie by tu razem pojechać...

Dla wielu przeciwwskazaniem do wyjazdu z dzieckiem są panujące w innych krajach upały. Ale jeśli spojrzy się na wykresy temperatur w Polsce to okazuje się, że tropiki mamy na miejscu. A tam często do upałów mamy bonus w postaci basenu lub ciepłego morza, z którego nasza pociecha nie chce wyjść, więc całe dnie spędza się na świeżym powietrzu (co jak wiadomo dla zdrowia bezcenne).



Po prostu Podróż

Kiedy czasem wejdę na forum poświęcone podróżom i poczytam jakim to egoizmem kierują się rodzice zabierając w świat "bezbronne dzieciąteczko", narażając je na upały, obce bakterie i w ogóle lepiej by mu było u babci na wsi, wtedy dla równowagi wchodzę sobie na forum Lonely Planet dla rodziców z dziećmi. I czuję powiew szerokiego świata, ludzi którzy podróżowali, potem zostali rodzicami i dalej chcą podróżować. Inaczej - bo z dzieckiem - ale przecież dzieci nie są karą i kotwicą tylko częścią ich rodziny. A tak się składa, że trafiły na rodziców od czasu do czasu wyruszających w świat.

"Hi everybody, cześć wszystkim, jestem samotną mamą dwóch chłopców 4 i 6 lat, za rok szkoła, chcę wyruszyć w podróż dookoła świata, wiecie, mieszkamy w Australii, stąd wszędzie daleko, myślicie że to dobry pomysł?"

"Słuchajcie, mamy piątkę super dzieci, zwiedzamy świat alfabetycznie i utknęliśmy przy "G". Co doradzacie: Gwatemala, Gujana czy Grecja?"

"Hej, w czym nosić niemowlaczka? Córcia będzie mieć 4 miesiące gdy polecimy do Azji, myśleliśmy o chustach, jakie macie doświadczenia?" Gdy to czytam, świat staje się znacznie bardziej otwarty i przyjazny.

Wszyscy rodzice których znam zgodnie twierdzą, że trudne chwile w czasie wyprawy zahartowały ich jako rodzinę. Że ich dzieci dorosły i stały się bardziej odpowiedzialne (na miarę swych lat!). Po części to zasługa podróży, po części też niewątpliwie czasu jaki rodzice mogli im poświęcić podczas wyprawy. Dzieciom jest wszystko jedno gdzie je zabierzemy: Mazury czy Madagaskar, dla nich ważne jest, że mogą przeżyć coś razem z nami. A że nam nie zawsze jest wszystko jedno, więc dopóki dzieci nie wybiorą wyjazdów z rówieśnikami (zamiast najwspanialszych w naszym mniemaniu wakacji), warto im proponować wyjazdy do miejsc które chcemy zobaczyć.

A potem maluchy zadają trudne pytania, bo podróże paradoksalnie utrudniają przekazywanie spójnej wizji świata. Choćby śmieci: uczymy, że należy je wyrzucać do kosza. A tymczasem w wielu miejscach w Azji czy Afryce rzuca się je wprost na ulicę. Albo jak przekonać maluszka, że wąż to groźne zwierzę, gdy co krok odwiedza pagody ze świętymi pytonami i je głaszcze? No i jakoś trzeba dziecku wytłumaczyć, że są miejsca gdzie ludzie wierzą w Buddę a nie naszego Boga, i że jest to zupełnie w porządku, a inny kolor skóry nie oznacza, że ktoś jest lepszy lub gorszy. Stanowczo, podróżowanie zmusza do myślenia...


"Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj."


Nie przegap swego życia i dzieciństwa swego dziecka. Ono się już nigdy nie powtórzy.


Zrodlo: www.malypodroznik.pl
Ostatnio edytowano niedziela, 8 czerwca 2014, 17:42 przez Franz, łącznie edytowano 2 razy
Franz
Avatar użytkownika
 
Posty: 5100
Dołączył(a): sobota, 3 sierpnia 2013, 11:44

Re: Moje nowe 9,5 metra kwadratowego

Postprzez najeli » niedziela, 8 czerwca 2014, 17:27

No i oczywiście wiesz, że nie będziesz w tym pierwszy i pewnie takie rzeczy jak http://thefamilywithoutborders.com/pl/r ... ez-granic/ masz obcykane? ;-)

Trochę nawet Wam zazdroszczę. Jeszcze rok temu nie wyobrażałam sobie siebie dłużej poza domem, ale po tej ostatniej mojej podróży pierwszy raz poczułam, dlaczego ludzie jeżdżą dookoła świata... ^^
Jakby było za prosto to by było za łatwo.
http://www.najeli.pl
najeli
Kometa

Avatar użytkownika
 
Posty: 1052
Dołączył(a): poniedziałek, 5 sierpnia 2013, 23:19
Lokalizacja: Gdańsk
Tytul konta (opis): Kometa

Re: Moje nowe 9,5 metra kwadratowego

Postprzez Franz » niedziela, 8 czerwca 2014, 17:41

Marta - tak, oczywiscie, z Ania Alboth nawet rozmawialem, mailowalismy kilka razy.

Nie chcemy byc pierwsi, drudzy czy jacykolwiek. Zadnego challange'u. Po prostu podroz, tylko nieco dluzsza niz standardowo.
Franz
Avatar użytkownika
 
Posty: 5100
Dołączył(a): sobota, 3 sierpnia 2013, 11:44

Re: Moje nowe 9,5 metra kwadratowego

Postprzez Mirek » niedziela, 8 czerwca 2014, 17:42

najeli napisał(a):No i oczywiście wiesz, że nie będziesz w tym pierwszy i pewnie takie rzeczy jak http://thefamilywithoutborders.com/pl/r ... ez-granic/ masz obcykane? ;-)

Oj tam daleko szukać :) Łukasz Ciepłowski ze swą rodziną: http://www.globurwisy.pl/

Maciek, wiem, że nie potrzebujesz słów wsparcia, bo jesteś z tych, co przecinają węzły gordyjskie ale, ja również uważam, że dzieciom w podróży nic się nie dzieje.
Ani większym, ani mniejszym. Jak zaczyna być nudno, to sami znajdują sobie zajęcie ;)
Grunt to mieć dobrą apteczkę i nie szukac kłopotów.
Obrazek
Obrazek
Mirek
Ranveer Singh

Avatar użytkownika
 
Posty: 3107
Dołączył(a): piątek, 2 sierpnia 2013, 23:44
Lokalizacja: Raszyn
Tytul konta (opis): Ranveer Singh

Re: Moje nowe 9,5 metra kwadratowego

Postprzez najeli » niedziela, 8 czerwca 2014, 17:46

Franek_ napisał(a):Marta - tak, oczywiscie, z Ania Alboth nawet rozmawialem, mailowalismy kilka razy.

Nie chcemy byc pierwsi, drudzy czy jacykolwiek. Zadnego challange'u. Po prostu podroz, tylko nieco dluzsza niz standardowo.

Nie chodziło mi o challenge, ale o to, że jest skąd zbierać dane.
Czasami fajnie wejść przez otwarte drzwi a nie wybijać nowe obok ;-)
Jakby było za prosto to by było za łatwo.
http://www.najeli.pl
najeli
Kometa

Avatar użytkownika
 
Posty: 1052
Dołączył(a): poniedziałek, 5 sierpnia 2013, 23:19
Lokalizacja: Gdańsk
Tytul konta (opis): Kometa

Następna strona

Powrót do Klubokawiarnia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 17 gości


cron